piątek, 13 kwietnia 2018

Św. Siostra Faustyna Kowalska – Orędowniczka Miłosierdzia Bożego



 Witam ! W związku z minioną niedzielą, która była Niedzielą Miłosierdzia Bożego kilka słów o patronce tego dnia i wielkiej Orędowniczce kultu Miłosierdzia Bożego- Św. Siostrze Faustynie Kowalskiej.
Maria Faustyna Kowalska właść. Helena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905, jako trzecie z dziesięciorga dzieci Stanisława Kowalskiego i Marianny z domu Babel, rolników ze wsi Głogowiec. 
Wkrótce przyjęła I Komunię Świętą. Dwa lata później rozpoczęła naukę w szkole podstawowej w Świnicach Warckich. Po ukończeniu trzech klas musiała zrezygnować z dalszej edukacji, aby zwolnić miejsce młodszym dzieciom. 
W szesnastym roku życia podjęła pracę u Leokadii i Kazimierza Bryszewskich w Aleksandrowie Łódzkim. Prowadziła dom i opiekowała się ich synem. Po roku służby oznajmiła rodzicom zamiar wstąpienia do zakonu. Dwukrotnie spotkała się z ich stanowczą odmową. Podczas jesieni wyjechała do Łodzi, gdzie zamieszkała u ciotecznego brata swojego ojca, Michała Rapackiego, zarabiając jako służąca u tercjarek franciszkańskich. 
Pewnego dnia, podczas zabawy tanecznej w łódzkim parku „Wenecja” doznała widzenia umęczonego Jezusa, który wydał jej polecenie wstąpienia do zakonuBez zgody rodziców udała się do Warszawy. Zatrzymała się w Ostrówku, gdzie rozpoczęła pracę u Aldony i Samuela Lipszyców.
W międzyczasie Helena Kowalska dojeżdżała do stolicy, aby znaleźć zgromadzenie zakonne, które chciałoby ją przyjąć. Wielokrotnie spotykała się z odmową. Ostatecznie przełożona warszawskiego domu Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, matka Michaela Moraczewska, wyraziła chęć przyjęcia jej do zakonu, wskazując jednak, że warunkiem niezbędnym do stania się członkiem wspólnoty jest wpłata posagu. Helena Kowalska przez kolejny rok opiekowała się dziećmi Lipszyców, zarabiając w ten sposób na wyprawkę.
Mając wymaganą kwotę, wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia i rozpoczęła postulat. W klasztorze pełniła obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki.
Wkrótce uczestniczyła w obłóczynach. Przyjęła czarno-biały habit oraz imię Maria Faustyna. 
30 kwietnia 1928 złożyła pierwsze śluby zakonne (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa), składane na rok i ponawiane każdego roku, aż do czasu złożenia wieczystej profesji. 
1 maja 1933 roku w Krakowie złożyła śluby wieczyste. 
Wkrótce potem wyjechała do Wilna, gdzie zajmowała się przyklasztornym ogrodem. Na ostatnie miejsce przeprowadzki wyznaczono jej dom w Krakowie, gdzie przebywała aż do śmierci.
22 lutego 1931 roku w płockim Sanktuarium Miłosierdzia Bożego Faustyna Kowalska doznała pierwszych objawień Jezusa Miłosiernego, polecającego namalowanie obrazu z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”.
Według „Dzienniczka” 22 lutego 1931 miała wizję Jezusa, który kazał jej namalować obraz Miłosierdzia Bożego. Miało to miejsce w Płocku, w dzisiejszym Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Kolejne widzenie dotyczyło ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego, obchodzonego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Wkrótce podczas rekolekcyjnej spowiedzi, otrzymała pierwsze potwierdzenie nadprzyrodzonego pochodzenia objawień.
W czerwcu 1933, spotkała swojego duchowego powiernika, ks. Michała Sopoćkę, późniejszego błogosławionego Kościoła katolickiego. To na jego polecenie Faustyna zaczęła prowadzić szczegółowy zapis swoich przeżyć, znany potem jako Dzienniczek. Opisywała w nim cierpienia i przeciwności, stany mistyczne jakich doznawała, przede wszystkim liczne wizje i objawienia. Opisała również otrzymane dary bilokacji, stygmatów ukrytych, czytania w duszach ludzkich, proroctwa, mistycznych zrękowin i zaślubin oraz doznawane przez nią ataki złego.
W czasie pobytu w Wilnie wraz ze swoją przełożoną odwiedziła malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, który namalował obraz Miłosierdzia Bożego (Jezusa Miłosiernego) sugerując się wskazówkami przyszłej świętej. Według jej relacji, wizerunek nie oddawał piękna postaci widzianej w wizjach.
Wkrótce potem Faustyna doznała widzenia, w którym Jezus zażądał uformowania zgromadzenia, wzorowanego na jego życiu i głoszącego ideę boskiej miłości.
Innym razem Jezus podyktował jej modlitwę zwaną Koronką do Miłosierdzia Bożego. Ludziom odmawiającym tę modlitwę Pan Jezus obiecał dostąpienia łask, takich jak śmierć w stanie łaski uświęcającej i nawrócenia grzeszników. Chrystus miał także polecić odmawianie koronki po wejściu do kościoła oraz dziewięć dni przed świętem Miłosierdzia Bożego (cykl ten nazywany jest nowenną do Miłosierdzia Bożego).
Objawienia, których doznała święta, dotyczyły przede wszystkim roli Miłosierdzia Bożego w życiu duchowym człowieka oraz szerzenia kultu tego przymiotu. Jezus uczynił Faustynę swoją sekretarką, której misją było przekazanie światu prawdy o jego miłości. Z zapisków wynika, że Miłosierdzie jest największym z boskich przymiotów, będącym zwieńczeniem dzieł Boga-Stworzyciela. Jest ono powszechne, nieograniczone i dostępne dla wszystkich ludzi, w sposób szczególny dla grzeszników. Chrystus zalecał bezgraniczne zaufanie boskiej miłości, przez co człowiek ma osiągać zbawienie.
Faustyna Kowalska przewlekle chorowała na gruźlicę płuc i przewodu pokarmowego, która początkowo była całkowicie nierozpoznawalna. W związku z tym została wysłana do szpitala chorób zakaźnych na Prądniku.Wkrótce doznała cudownego uzdrowienia. Ostatecznie wróciła do stanu zdrowia sprzed cudu, traktując chorobę jako zadośćuczynienie za grzechy i spełnianie woli Boga.Faustyna odbyła także kurację w uzdrowisku Rabka-Zdrój. Ze względu na komplikacje zdrowotne przestała zajmować się ogrodem. Pełniła obowiązki furtianki.
Zmarła 5 października 1938 roku o godzinie 22:45 w klasztorze w Krakowie-Łagiewnikach, do ostatniej chwili zachowując świadomość. 7 października 1938 odbył się pogrzeb Faustyny. Na uroczystości nie był obecny nikt z rodziny, gdyż zmarła nie chciała narażać ich na koszty podróży. Została pochowana w grobowcu na cmentarzu zakonnym w Łagiewnikach.
W 1965 biskup Julian Groblicki  rozpoczął w krakowskiej Kurii Metropolitarnej formalny proces informacyjny odnośnie życia i cnót siostry Faustyny. Proces diecezjalny został zakończony przez kard. Karola Wojtyłę. W końcu Kongregacja ds. Świętych oficjalnie otworzyła proces beatyfikacyjny Sługi Bożej. 
7 marca 1992 papież Jan Paweł II wydał dekret o heroiczności cnót Faustyny Kowalskiej, a 21 grudnia 1992 – dekret o cudzie za jej wstawiennictwem.
18 kwietnia 1993 odbyła się beatyfikacja Faustyny, której dokonał papież Jan Paweł II. Za cud niezbędny do wyniesienia na ołtarze uznano uzdrowienie kobiety chorej na obrzęk limfatyczny.
30 kwietnia 2000 miała miejsce kanonizacja, której dokonał Jan Paweł II. Uroczystości odbyły się w Krakowie i w Rzymie. Wtedy też zostało ustanowione święto Miłosierdzia Bożego. Za cud kanonicznie stwierdzono uzdrowienie uszkodzonej lewej komory serca polskiego księdza. 10 grudnia 2005 z inicjatywy arcybiskupa Władysława Ziółka została ogłoszona patronką Łodzi. Jej wspomnienie liturgiczne przypada 5 października.
Należy również dodać, że Międzynarodowa Akademia Bożego Miłosierdzia, działająca przy sanktuarium w Łagiewnikach, rozpoczęła starania, aby ogłosić Faustynę Kowalską doktorem Kościoła.
Św. Siostra Faustyna Kowalska jest niewątpliwie jedną z największych świętych mistyczek Kościoła. Jej to właśnie zawdzięczamy rozpowszechnienie wielkiej prawdy naszej wiary jaką jest Miłosierdzie Boże. Prośmy więc za jej wstawiennictwem, abyśmy mogli okazywać miłosierdzie wszystkim ludziom spotkanym na naszej drodze a nawet tym, którzy na nie nawet nie zasługują.
Przy pisaniu artykułu korzystałam z następujących źródeł:
1.      

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Niedziela Miłosierdzia Bożego

Witam! Niedawno, bo dwa dni temu, obchodziliśmy jedno z najpiękniejszych Świąt w kalendarzu liturgicznym Kościoła Katolickiego a mianowicie Niedziela Miłosierdzia Bożego. W związku z powyższą kilka słów na temat tej Uroczystości.

Obchodzona w Kościele katolickim w II Niedzielę Wielkanocną. Zwana jest ona także Niedzielą Przewodnią lub Białą Niedzielą. Wypada pomiędzy 30 marca a 2 maja. Wpisał je do kalendarza liturgicznego najpierw Franciszek kard. Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Ojciec Święty Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. Natomiast w dniu kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 roku Papież ogłosił je dla całego Kościoła. Co ciekawe zmarł On w przeddzień tego święta a mianowicie dnia 2 kwietnia 2005 roku o godz. 21:37 po odprawieniu I Mszy z II Niedzieli Wielkanocnej w swoich prywatnych apartamentach. W to samo święto w dniu 1 maja 2011 roku, Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym, zaś w dniu 27 kwietnia 2014 roku również w tą Uroczystość został świętym  razem z papieżem Janem XXIII. Niewątpliwie fakt ten, jeszcze bardziej podkreśla związek Jana Pawła II z tajemnicą Bożego Miłosierdzia i misję Papieża z Polski w jej rozpropagowaniu.

Źródła tego święta

Inspiracją  dla ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego było pragnienie  Jezusa, które usłyszała Św. Siostra Faustyna Kowalska w czasie prywatnych objawień. W wielu objawieniach Pan Jezus określił nie tylko miejsce święta w kalendarzu liturgicznym Kościoła, ale także motyw i cel jego ustanowienia, sposób przygotowania i obchodzenia oraz wielkie obietnice z nim związane. Największą z nich jest łaska „zupełnego odpuszczenia win i kar” łącząca się z Komunią świętą przyjętą w tym dniu po dobrze odprawionej spowiedzi (bez przywiązania do najmniejszego grzechu), w duchu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, czyli w postawie ufności wobec Boga i czynnej miłości bliźniego. Pan Jezus tak oto mówił do Św. Siostry Faustyny:Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat 
(Dz. 699).

Obietnice dane przez Pana Jezusa, związane z Niedzielą Miłosierdzią

W tym dniu więc wszyscy ludzie, nawet ci, którzy wcześniej nie mieli nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego i dopiero się nawracają, mogą uczestniczyć we wszystkich łaskach, jakie Pan Jezus na to święto przygotował. Jego obietnice dotyczą nie tylko łask nadprzyrodzonych, ale i doczesnych dobrodziejstw, których zakres nie został ograniczony. Ludzie ufający mogą prosić o wszystko dla siebie i innych, byleby przedmiot modlitwy zgodny był z wolą Bożą, czyli dobry dla człowieka w perspektywie wieczności. Łaski potrzebne do zbawienia są zawsze zgodne z wolą Bożą, bo Bóg niczego tak nie pragnie, jak zbawienia dusz, za które Jezus oddał swoje życie. Tak więc w święto Miłosierdzia wszystkie łaski i dobrodziejstwa są dostępne dla wszystkich ludzi i wspólnot, byleby o nie prosili z ufnością.
Święto Miłosierdzia ma najwyższą rangę pomiędzy wszystkimi formami kultu Miłosierdzia Bożego ze względu na wielkość obietnic i miejsce w liturgii Kościoła. Po raz pierwszy Pan Jezus mówił o pragnieniu ustanowienia tego święta w Płocku, gdy przekazywał swą wolę co do powstania obrazu: Ja pragnę – mówił w lutym 1931 roku do Siostry Faustyny – aby było Miłosierdzia święto. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia (Dz. 49).

Umiejscowienie w czasie święta Bożego Miłosierdzia

Wybór pierwszej niedzieli po Wielkanocy nie jest przypadkowy – na ten dzień przypada bowiem oktawa Zmartwychwstania Pańskiego, które wieńczy obchody Misterium Paschalnego Chrystusa. Ten okres w liturgii Kościoła wyraźniej niż pozostałe ukazuje tajemnicę miłosierdzia Bożego, która najpełniej została objawiona właśnie w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w bezpośrednim sąsiedztwie  liturgii  męki  i  zmartwychwstania  Chrystusa  podkreśla  źródło i motyw przeżywanych tajemnic wiary. Jest nim, oczywiście, miłosierdzie Boga. Inaczej mówiąc – nie byłoby dzieła odkupienia, gdyby nie było miłosierdzia Boga. Ten związek dostrzegła św. Siostra Faustyna, która w „Dzienniczku” napisała: Widzę, że złączone jest dzieło odkupienia z dziełem miłosierdzia, którego żąda Pan (Dz. 89).

Przygotowaniem do tego święta jest nowenna,  polegająca na odmawianiu przez 9 dni, poczynając od Wielkiego Piątku, Koronki do Miłosierdzia Bożego. W tej nowennie – obiecał Pan Jezus – udzielę duszom wszelkich łask (Dz. 796). Rozpowszechniona jest także nowenna do Miłosierdzia Bożego zapisana w „Dzienniczku” św. Siostry Faustyny, w której każdego dnia przyprowadzamy do Boga inną  grupę dusz. 

Przeżyjmy za rok ten dzień w modlitewnym skupieniu, pełni ufności w Boże Miłosierdzie wobec nas i naszych bliźnich a z pewnością otrzymamy tego owoce.

Pozdrawiam,
Kasia

Przy pisaniu tego artykułu korzystałam z następujących źródeł:
1.      
2.      

wtorek, 13 lutego 2018

Dlaczego warto czytać Pismo Święte?

Witam!

W dzisiejszym wpisie chciałabym zachęcić Was, drodzy czytelnicy bloga do lektury Pisma Świętego. Otóż lektura tej świętej księgi chrześcijan gwarantuje nam dogłębniejsze poznanie prawd wiary, które przekazał nam Bóg.


  • Dzięki czytaniu Biblii dowiadujemy się również jak postępować w życiu doczesnym, by móc zasłużyć na łaskę życia wiecznego. 
  • Pismo Św. objaśnia również wiele zagadnień związanych z wiarą, Bogiem, Jezusem, grzechem i zbawieniem. 
  • Jego znajomość pozwala nam także rozwiązać wiele naszych problemów dostosowując poszczególne fragmenty do sytuacji egzystencjalnej każdego z nas.
  • Czytając Biblię, pogłębiamy również naszą wiedzę o naturze chrześcijaństwa, jego historii, przeznaczeniu, wartości.
  • Pismo Św. jest także niedocenioną skarbnicą mądrości życiowej nierzadko ujętą w piękną formę przypowieści, symboli, przykładów. Stanowi ono także drogowskaz właściwego postępowania moralnego, które powinno cechować egzystencję wszystkich ludzi, również niewierzących lub wyznających inną religię.
  • Lektura Biblii należy do obowiązków praktykującego katolika. Przede wszystkim dlatego, że nie wszystkie ważne kwestie poruszane są podczas mszy św. czy katechezy w szkole, a są one istotne dla właściwego zrozumienia prawd Bożych.


Na koniec, wraz z Weroniką, pragnę jeszcze raz gorąco zachęcić Was do czytania Pisma Świętego. Dzięki niemu dowiemy się czego oczekuje od nas Bóg i co chce nam przekazać w swoim Słowie, które z pewnością nie wraca bezowocnie.

Artykuł powstał z okazji akcji Podaruj Słowo zorganizowanej przez Maluczkowo. O co w niej chodzi? Przez cały Wielki Post czytamy codziennie Pismo Święte - czytanie na dany dzień i dzielimy się jakimś zdaniem z drugą osobą. Zaczynamy już jutro! Dołączysz do tego tego wyzwania, bo my dołączyłyśmy! A zapisać możesz się pod tym linkiem https://www.subscribepage.com/wyzwanie-podarujSlowo
Przy pisaniu artykułu korzystałam z następujących źródeł:
1. http://wypracowania24.pl/religia/3616/pi smo-swiete-dlaczego-warto;

A tu taki bonus, w filmie opowiadamy o czytaniu Pisma Świętego i dlaczego warto je czytać.
filmik na naszym fp

niedziela, 21 stycznia 2018

Moje proste rozmyślania po pięknych jasełkach.

Dziś byłam przy mojej parafii na jasełkach w wersji współczesnej i mam następujące refleksje.

Czy my, ludzie, z rozumem i duszą nieśmiertelną, my chrześcijanie idący niby drogą Jezusa, nie moglibyśmy w końcu traktować każdą napotkaną osobę jako swojego bliźniego, jako swego ukochanego brata czy siostrę? Dlaczego jest tak dużo nieszczęść na tym świecie? Stawiamy na pierwszym miejscu naszą wygodę, nasze poglądy, nasze stereotypy, a nie dobro drugiego człowieka. Jesteśmy egoistami do potęgi nieskończonej! Czy musimy zachowywać się gorzej niż zwierzęta, choć mamy rozum? Chcemy być dobrze traktowani to dlaczego tak nie traktujemy innych? Dlaczego cały czas żyjemy w naszym ,,małym światku" uprzedzeń, kompleksów i zawiści. ,,O ona jest taka ładna, mądra i lepsza we wszystkim niż ja, to ,,podstawię jej nogę", obgadam ją i zobaczę czy dalej będzie taka fajna." ,,O, zobaczcie jaka brzydula i w ogóle taka niezaradna w życiu, nie to, co ja.  Dlaczego niektórzy są takimi przygrywami w życiu?"

Ja się pytam - jeżeli ktoś jest ,,lepszy" w czymś od Ciebie, to czy nie mógłbyś dążyć do tego, żeby być w czymś innym lepszym, przecież każdy ma mocne i słabe strony? Zaś drugie moje pytanie - czy musisz wywyższać się nad drugą osobą, choć może się znaleść ktoś lepszy od Ciebie i traktować Cię tak jak Ty traktowałeś innych? Zło wraca i dobro też. A jak chce się wygrać ze złem to bronią najlepszą będzie dobro. ,,Zło dobrem zwyciężaj."

Może zaczęlibyśmy żyć jak na chrześcijanina przystało, bo inaczej jesteśmy strasznymi hipokrytami. Opowiedzmy się po której stronie barykady chcemy być - po stronie Boga czy Złego Ducha? ,,Bądź zimny lub garący" - mówi Pismo Święte. Dalej w nim czytamy:

 ,,Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie."

Drodzy Czytelnicy starajmy się żyć uczciwie i w prawdzie z samym sobą i z bliźnimi. Okazujmy miłosierdzie i czyńmy świat lepszym oraz piękniejszym, pomimo tych trudnych czasów dla chrześcijan! Niech Bóg Wam pomaga w czynieniu dobra i unikaniu zła!

piątek, 5 stycznia 2018

Recenzja książki ,, Jeszcze tego nie wiesz? Słowa, które zmieniają życie…” ks. Piotra Śliżewskiego

Na zdjęciu autorki bloga z książką recenzowaną - od lewej Kasia i Weronika

Jako, że bloga prowadzą dwie osoby, recenzja będzie podzielona na dwie części. Piewsza to refleksje Kasi dotyczące książki, a następna część to moje (Weroniki) przemyślenia na temat lektury.

Refleksje Kasi

Witam! Ostatnio miałam przyjemność przeczytać bardzo ciekawą książkę. Jej tytuł to ,,Jeszcze tego nie wiesz? Słowa, które zmieniają życie…”. Ma ona charakter religijno- psychologiczny i zawiera wiele inspirujących myśli. Jej autorem jest ks. Piotr Śliżewski specjalizujący się w tego typu publikacjach.

Książka przywołuje poszczególne fragmenty z Pisma Świętego oraz omawia je w sposób obrazowy, dzięki czemu są one bardziej zrozumiałe dla osób nie posiadających teologicznego wykształcenia. Przytacza bowiem wiele przykładów z życia codziennego co jest niewątpliwe dowodem dużego doświadczenia duszpasterskiego jej autora. Odwołuje się również do innych dzieł religijnych subtelnie przemycając ich fragmenty, które urozmaicają jej treść. Ponadto książka może być czytana w sposób selektywny, gdyż każda myśl jest w niej wydzielona i nie powtarza się.

Wspomniana publikacja pozwala na nowo zachwycić się wiarą i ją pogłębić. Stanowi również zachętę do rozważania Słowa Bożego i wcielania go w życie. Ponadto uczy patrzenia na otaczający nas świat z Bożej perspektywy. Autor jednak nie narzuca czytelnikowi swoich poglądów, ale jedynie zachęca do ich rozważenia. Pozostawia więc mu wolną wolę nie nawracając go na siłę. Wychodzi bowiem z założenia, że nawrócenie powinno wynikać z potrzeby serca a nie z odgórnego nakazu.

Odnosząc się do aspektu psychologicznego lektury, zawiera ona wiele cennych wskazówek jak postępować, aby zmienić swoje życie na lepsze. Publikacja ma charakter refleksyjny, gdyż pozwala głębiej przyjrzeć się swojej egzystencji każdemu z nas z osobna. Dzięki niej możemy dowiedzieć się ile jest w naszym życiu dobra oraz nad którymi jego aspektami musimy jeszcze popracować.

Nie sposób również nie dostrzec olbrzymiego uniwersalizmu książki. Treści w niej zawarte mają niewątpliwie zastosowanie w każdym czasie i miejscu, a ponadto odnoszą się do każdego z nas: naszych spraw, problemów, trudności i marzeń.

Ja osobiście jestem zachwycona tą lekturą. Czytając ją można odnieść wrażenie, że przemawia do nas przez nią sam Bóg, który chce być obecny na co dzień w życiu każdego człowieka.

Refleksje Weroniki

Jako, że przeczytaliście recenzję Kasi to ja już mało od siebie dodam i tylko takie rzeczy o których Kasia nie napisała.

Książka wywarła na mnie duże wrażenie. Sama jej okładka wzbudziła moje podekscytowanie. Tytuł książki jest bardzo interesujący i pobudzający wyobraźnię. Sprowokował w mojej głowie pytania - czy treść lektury czymś mnie zaskoczy?, czy książka zmieni moje postrzeganie na świat i czy zmieni coś w moim życiu? Po przeczytaniu publikacji, mogę odpowiedzieć na nie - 2 razy TAK. Przedstawię Wam, po kolei, w szerszej wypowiedzi moje odpowiedzi na powyższe pytania.

Czy treść lektury czymś mnie zakoczyła? Na pewno zaskoczyła mnie, że można tak pięknie opowiadać o fragmentach Pisma Świętego. Zadziwiłam się też prostotą wypowiedzi księdza Piotra, dzięki której bardzo łatwo przyswoiłam sobie treści książki. Ponadto byłam mile zaskoczona faktem, że tak dużo refleksji Autora pokrywało się z moim własnymi przemyśleniami.

Czy książka zmieni moje postrzeganie na świat i czy zmieni coś w moim życiu? Zdecydowanie tak, bo staram się coraz bardziej pozytywnie patrzeć na świat i mniej narzekać. Jedno z drugim ma duże powiązanie. Gdybym potrafiła patrzeć na różne sytuacje z pozytywniejszej strony to na pewno bym odganiała od siebie narzekanie. Już rozumiem, że ono jest bardzo destrukcyjne i bezużyteczne, marnujące mój cenny czas. W tym momencie musicie zobaczyć, co o narzekaniu pisze ksiądz Piotr.

,,(...)jeśli narzekamy, to po prostu straciliśmy nadzieję. Propozycja Boga - czyli ,,zasiewanie dobra", wydaje się nam niemożliwym do wprowadzenia."

Jeszcze wiele innych cytatów ,,perełek" można ,,wyłowić" w tej książce. Poniżej tylko trzy przykłady fragmentów lektury z wielu podkreślonych przeze mnie:

(...) my nie widzimy duchowych konsekwencji naszego cierpienia. Może się ono wydawać dla nas bezsensowne, ale z Bożej perspektywy jest częścią ,,życiowej układanki".

,,Najwięcej robi się przykładem własnego życia."

,,(...)najlepszym sposobem przygotowania się do rychłego przyjścia Boga jest ,,otwarte serce" na potrzeby innych."

Słowami Kasi zakończę tę recenzję - zachęcamy wszystkich do zagłębienia się w treści omawianej książki. Na pewno czas poświęcony na jej przeczytanie nie będzie stracony.

Tu możecie kupić ,, Jeszcze tego nie wiesz? Słowa, które zmieniają życie…” - https://syjon.pl/produkt/jeszcze-tego-nie-wiesz-slowa-ktore-zmieniaja-zycie/

sobota, 23 grudnia 2017

Tradycje i zwyczaje Bożonarodzeniowe.

Witam! Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Z tej okazji pragnę przedstawić kilka związanych z nimi tradycji i zwyczajów, które zawierają też pewną ciekawą symbolikę. Oto one.

Adwent

Okres przed świętami to adwent (łac. adventus). W tradycji chrześcijańskiej jest to czas oczekiwania na powtórne przyjście Chrystusa. Trwa on od 23 do 28 dni. Rozpoczyna się w pierwszą niedzielę po uroczystości Chrystusa Króla.


Wigilia

Słowo "wigilia" pochodzi od łacińskiego "vigiliare" i oznacza "nocne czuwanie".
Wigilia Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim wieczerza wigilijna. Tego wieczoru cała rodzina zasiada przy świątecznie nakrytym stole i celebruje nadchodzące święta Bożego Narodzenia.

Liczba potraw na wigilijnym stole

Liczba dwanaście to tylko jedna z możliwych wersji. Według jednej z tradycji na świątecznym stole powinna znaleźć się nieparzysta liczba potraw, co zaprzeczałoby zwyczajowi, według którego symbolem jest liczba dwanaście. Aleksander Bruckner w słowniku etymologicznym języka polskiego pisał, że wieczerza chłopska składała się z pięciu lub siedmiu potraw. Bogatsi, a więc przedstawiciele szlachty, przygotowywali na świąteczny stół dziewięć potraw, natomiast arystokraci - jedenaście. Siedem to symbol dni tygodnia, zaś dziewięć oznacza liczbę chórów anielskich. Liczba dwanaście okazała się wyjątkiem od reguły, jednak jej symbolika jest równie ważna - chodzi bowiem o dwunastu apostołów.

Potrawy na wigilijnym stole

Na wigilijnym stole możemy spotkać wiele ciekawych potraw.
Listę otwiera jedna z tradycyjnych zup wigilijnych – barszcz czerwony z uszkami. Potrawa nie dość, że pyszna i zdrowa to jeszcze pięknie prezentuje się na stole przykrytym białym obrusem.
W niektórych regionach Polski podawana jest zupa grzybowa, zamiast barszczu czerwonego. Dawniej grzyby kojarzone były z siłą i zdrowiem.
Kolejną staropolską potrawą jest kapusta z grochem. Kiszona kapusta jest bardzo zdrowa, jest źródłem witamin i soli mineralnych oraz posiada właściwości antyrakowe. Wigilia to kolacja postna, dlatego zamiast mięsa podaje się ryby, które symbolizują Jezusa i odradzanie się do życia. Obok karpia pojawia się śledź – symbol postu i wyczekiwania.
Kolejna potrawa pełna symboliki, bez której nie wyobrażamy sobie wigilijnego stołu to pierogi z kapustą i grzybami. Według tradycji grzyby posiadały magiczną moc. Kompot z suszu to kolejna ważna pozycja na wigilijnej liście przepełniona symboliką. Gruszki zapewniają długowieczność, jabłka miłość i zdrowie, natomiast suszone śliwki odpędzają złe moce.
Kluski z makiem to tradycyjna potrawa na Podlasiu, Podkarpaciu, Mazowszu oraz w Wielkopolsce. Na Mazowszu z długości klusek wróżono obfitość plonów. Według wierzeń ludowych mak przynosił bogactwo, dlatego na wigilijnym stole nie mogło go zabraknąć, a jego brak mógł przynieść nieszczęście. Stąd ważną pozycją na liście jest makowiec. W niektórych częściach podawana jest kutia, której przepis pochodzi z Kresów.
Piernik symbolizował dobrobyt i kojarzył się z wyższym statusem społecznym. Ciemne i twarde ciasto, pachnące miodem i przyprawami korzennymi było przyrządzane tak, aby być dobre do spożycia przez długi okres czasu.
Na końcu listy znajduje się chleb, o którym nie wolno zapomnieć. Jest symbolem nowego życia oraz dobrobytu. Jego obecność wśród pozostałych wigilijnych dań ma zapewnić pomyślność w nadchodzącym roku.

Wolne miejsce przy stole

 Zanim wszyscy usiądą przy wigilijnym stole, trzeba oczywiście zadbać o odpowiedni wystrój i nakrycia. Tych ostatnich powinno być o jedno więcej niż liczba gości. Po co dodatkowe miejsce przy świątecznym stole? Symbolizuje ono pamięć o tych, którzy nie mogą spędzić tegorocznych świąt razem z nami. Bywa i tak, że przygotowywane jest z myślą o zmarłym członku rodziny.

Pierwsza gwiazdka

Według Pisma Świętego (Ewangelia wg św. Mateusza) to Gwiazda Betlejemska doprowadziła trzech króli (Kacpra, Melchiora i Baltazara) do Betlejem. Na pamiątkę tego wydarzenia dzieci z niecierpliwością wyczekują pierwszej gwiazdki na niebie - symbolizuje ona początek celebrowania świąt Bożego Narodzenia.

Choinka

Nieodłącznym elementem świąt Bożego Narodzenia jest choinka. Początkowo świąteczne drzewko nazywano hailekrystem. Zwyczaj jego zdobienia przyszedł do nas z Niemiec, choinki zaczęliśmy dekorować dopiero na przełomie XVIII i XIX. Choinkę powinno się ubierać dopiero 24 grudnia. Jej poszczególne elementy także mają swoją symbolikę: światełka to znak przyjścia Chrystusa na świat, ozdoby są symbolem łaski Bożej, łańcuch to symbol węża-kusiciela, a jabłka - grzechu. Zwyczaj zdobienia choinki przez długi czas nie był aprobowany przez przedstawicieli Kościoła Katolickiego, którzy za symbol Narodzenia Pańskiego uznawali szopkę. Zmieniło się to pod koniec XIX wieku. Dzisiaj w katolickich domach dominują raczej drzewka świąteczne.

Sianko pod obrusem

Wedle jednego z licznych zwyczajów bożonarodzeniowych pod obrus należy położyć garstkę siana. Jest ono symbolem żłobka, w którym leżało Dzieciątko Jezus. Domownicy mogą też spróbować wyciągnąć źdźbło siana spod obrusa. Podobno ten, który wyciągnie najdłuższe, będzie cieszył się największym szczęściem i powodzeniem w nadchodzącym roku.


Barwy Świąt

Święta Bożego Narodzenia powinny kojarzą się z dwoma kolorami: zielonym i czerwonym. To w tych barwach najczęściej przygotowywane są ozdoby świąteczne. Zieleń jest symbolem nadziei i wierności, natomiast czerwień to symbol krwi Chrystusa.

Dzielenie się opłatkiem

Zwyczaj ten pochodzi z początków XIX wieku. Dawniej oprócz tradycyjnych opłatków, wytwarzanych z przaśnego ciasta, chleba i wody, były również kolorowe opłatki. Tymi ostatnimi dzielono się ze zwierzętami. Kultywowanie tego zwyczaju miało je chronić od zapadania na rozmaite choroby. Dzielenie się opłatkiem, o jakim możemy mówić obecnie, jest symbolem wyrażenia wdzięczności i znakiem przebaczenia dawnych win.

Śpiewanie kolęd

Po wieczerzy wigilijnej nie może zabraknąć wspólnego śpiewania kolęd. Pierwsza polska kolęda pochodzi z roku 1424 - mowa tutaj o "Zdrów bądź królu anielski". Z XV wieku pochodzi również popularna "Anioł pasterzom mówił". Zbiory kolęd i pastorałek publikowano w książeczkach, zwanych kantyczkami. Najwięcej bożonarodzeniowych pieśni powstało na przełomie XVII i XVIII wieku.

Jak widać ze Świętami Bożego Narodzenia związanych jest  wiele tradycji i zwyczajów.
Niewątpliwie zacieśniają one rodzinne więzi, pogłębiają duchowe relacje i wiarę. Nie zapomnijmy więc o ich kultywowaniu w naszych domach oraz propagowaniu ich w naszym środowisku życia.

Przy pisaniu tego artykułu korzystałam z następujących źródeł:

1. http://naludowo.pl/kultura-ludowa/zima-obrzedy-zwyczaje-ludowe/12-dwanascie-tradycyjnych-dan-potraw-wigilijnych-dania-wigilijne-symbolika-znaczenie-dlaczego-puste-miejsce-wigilia-boze-narodzenie-barszcz-czerwony-z-uszkami-zupa-grzybowa-kapusta-grochem-karp-sledz.html,
2. http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/9162576,symbole-swiat-bozego-narodzenia-tradycje-i-zwyczaje-ktore-kazdy-powinien-znac-lista,id,t.html

sobota, 16 grudnia 2017

Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński


W dniu dzisiejszym pragnę przedstawić postać kardynała Stefana Wyszyńskiego, Sługi Bożego, ważnej figury życia religijnego w czasach komunizmu w Polsce a zarazem wielkiego człowieka w pełni oddanego Bogu i Ojczyźnie. Według nieoficjalnych informacji, niebawem ma zostać ogłoszony dekret o heroiczności cnót Prymasa Tysiąclecia. Przyjrzyjmy się więc bliżej tej postaci.

Kardynał Stefan Wyszyński urodził się dnia 3 sierpnia 1901 r. w Zuzeli nad Bugiem, na pograniczu Mazowsza i Podlasia. Kształcił się w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku, które zakończył przyjęciem święceń kapłańskich z rąk bp Wojciecha Owczarka. Naukę kontynuował na Wydziale Prawa Kanonicznego, a także Wydziale Prawa i Nauk Społeczno – Ekonomicznych KUL.  Studia te zakończył obroną doktoratu na podstawie rozprawy Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły. Rok później został profesorem prawa kanonicznego i socjologii w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku.

Po kampanii wrześniowej musiał ukrywać się przed gestapo, bowiem w swoich powstałych przed wojną publikacjach, zdecydowanie przeciwstawiał się nazizmowi. Z kolei podczas powstania warszawskiego był kapelanem zgrupowania AK „Kampinos”.

Po zakończeniu wojny powrócił do Włocławka, gdzie zaangażował się w prace nad ponownym otwarciem seminarium. Wkrótce został jego rektorem, a także redaktorem czasopisma „Ład Boży”.

W 1946 r. papież Pius XII mianował go biskupem ordynariuszem diecezji lubelskiej. Sakrę biskupią przyjął na Jasnej Górze, z rąk prymasa Augusta Hlonda. Jako dewizę przyjął hasło Soli Deo (Jedynemu Bogu). Dwa lata później, po śmierci kardynała Hlonda, został podniesiony do godności arcybiskupa metropolity warszawsko – gnieźnieńskiego, prymasa Polski.    Z obawy, że  nie podoła temu zadaniu, prosił kard. Sapiehę, by spowodował zmianę decyzji papieża. Po latach pisał:„Myślałem zbyt po ludzku, pamiętałem o własnej nieudolności, a zapomniałem o tym, co Bóg zdolny jest uczynić, posługując się takimi narzędziami, jakie On sam wybiera.

12 stycznia 1953 r. Wyszyński otrzymał kapelusz kardynalski. Nie mógł on jednak odebrać go osobiście, gdyż władze komunistyczne odmówiły mu wydania paszportu. Prymas Wyszyński, jako głowa polskiego Kościoła zawarł porozumienie z władzami PRL. W zamian za potępienie wciąż walczących oddziałów partyzanckich oraz uznanie nowej granicy zachodniej uzyskał zgodę na naukę religii w szkołach i działalność KUL.

Ugoda trwała krótko bowiem 25 września 1953 r. prymas został aresztowany. Do jesieni 1956 r. przebywał w kolejnych miejscach odosobnienia: Rywałdzie Królewskim, Stoczku Warmińskim, Prudniku Śląskim, oraz Komańczy. Należy też wspomnieć, że podczas pobytu prymasa w Komańczy powstał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, będących odnowieniem ślubów lwowskich Jana Kazimierza z czasów potopu szwedzkiego. Ponieważ kardynał Wyszyński wciąż był więziony, tekst ślubów odczytał bp Michał Klepacz 26 sierpnia 1956 r.,       w obecności blisko miliona pielgrzymów, przybyłych na Jasną Górę.

Prymas Wyszyński swoje uwięzienie traktował jako ofiarę złożoną Bogu za Kościół w Polsce. W maju 1956 roku, kierując się ku Matce Bożej, zapisał: „Jeśli jest Ci to potrzebne, zabij mnie, aby mógł żyć w Polsce Kościół Syna Twego”.

Warto też dodać, że Prymas nie tylko przebaczył swoim wrogom i prześladowcom, ale też się za nich modlił. Na okładkach brewiarza miał zapisaną intencję modlitewną: „za Ojczyznę i Jej Prezydenta” i za tych „co z Kościołem walczą”. Prymas modlił się też za partyjnych notabli, „za partię, UB, więziennych dozorców”. Przebaczył również duchownym i świeckim, którzy przez kilkadziesiąt lat go inwigilowali, przebaczył Władysławowi Gomułce – swemu „Krzywdzicielowi”, którego, jak wyznał, „nie skrzywdził nawet myślą”.

Po odzyskaniu wolności prymas prowadził Wielką Nowennę, która miała przygotować naród na obchody Tysiąclecia Chrztu Polski. Nowenna zakończyła się 3 maja 1966 r. Aktem Oddania Narodu Matce Bożej za wolność Kościoła w Polsce i na świecie. Kardynał Wyszyński był też jednym z inicjatorów słynnego orędzia biskupów polskich i biskupów niemieckich, co spotkało się z ostrą krytyką ze strony władz komunistycznych.

Kardynał Wyszyński pozostawał aktywnym uczestnikiem obrad Soboru Watykańskiego II, podczas którego złożył na ręce papieża Pawła VI memoriał Episkopatu Polski w sprawie ogłoszenia Maryi Matką Kościoła co spotkała się z akceptacją ze strony Stolicy Apostolskiej.  

22 października 1978 uczestniczył on w inauguracji  pontyfikatu  Jana Pawła II. Przystąpił do homagium, czyli uroczystego złożenia hołdu nowemu papieżowi przez kardynałów. Miało  wówczas miejsce pewne znamienne zdarzenie. Otóż gdy prymas Wyszyński całował papieża w pierścień, Jan Paweł II na znak szacunku dla Wyszyńskiego uniósł się z tronu, ucałował go w rękę i uścisnął.

Wobec napiętej sytuacji polityczno – społecznej w naszym kraju prymas Wyszyński podejmował starania mające na celu łagodzenie konfliktów na linii rząd – opozycja. Toteż w latach 1980 – 1981 pełnił rolę pośrednika w negocjacjach pomiędzy władzą, a
„Solidarnością”.

Kardynał Wyszyński zmarł 28 maja 1981 r. w Warszawie, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Miał 80 lat, z których 57 przeżył jako kapłan. Trumna z jego ciałem spoczęła w podziemiach katedry św. Jana w Warszawie a pogrzeb stał się wielką narodową manifestacją.
W uznaniu zasług Prymasa Tysiąclecia Sejm Rzeczypospolitej ogłosił rok 2001 Rokiem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. 6 lutego 2001 zakończony został  jego proces beatyfikacyjny. W listopadzie 2015 złożono positio w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. W kwietniu 2016 komisja teologów w Rzymie jednomyślnie uznała heroiczność  cnót Kardynała a 12 grudnia 2017 uczynili to kardynałowie i biskupi z Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Prymas Wyszyński wiele czasu spędzał na modlitwie, podczas której zawierzał Bogu swoje sprawy. Jak mawiał: „Nie wystarczy w Boga wierzyć, trzeba jeszcze Bogu zawierzyć”. Prymas potrafił modlić się stale. „Nie przeszkadzała mu w tym ani podróż, ani rozmowa, ani posiłek, ani wykonywane zajęcia. Potrafił wewnętrznie jednoczyć się z Bogiem”.

Świętość prymasa
Stefana Wyszyńskiego wyrażała się także w zwyczajności. Okryty kardynalską purpurą, obsypany kościelnymi tytułami i obciążony ponad miarę obowiązkami, którym mógł podołać tylko dzięki tytanicznej pracy, wobec zwykłych ludzi – świeckich i duchownych – był przystępny i ojcowski. Jego duchowe ojcostwo sprawiało, że był wobec ludzi wymagający, a jednocześnie pełen miłości i miłosierdzia.

Był człowiekiem skromnym, także gdy chodzi o warunki życia, i pokornym, czyli – jak mówił kard. Józef Glemp – w prawdzie patrzącym na siebie i na rzeczywistość. Prymas Stefan Wyszyński, jak każdy święty, miał poczucie humoru,lubił opowiadać dowcipy. Miał dystans do siebie. I ogromny szacunek dla każdego człowieka. Zawsze, kiedy do pomieszczenia wchodziła kobieta, wstawał.

Niewątpliwie postać Prymasa Wyszyńskiego wywarła ogromny wpływ na historię naszego kraju. Przez dziesięciolecia swojej posługi zdołał on bowiem przeprowadzić polski Kościół przez niezwykle trudne dla jego funkcjonowania lata komunizmu. Ale nie tylko to czyni go świętym. To między innymi uosabiane przez niego pokora i skromność, które były widoczna zarówno w myślach jak i działaniach tego wielkiego duchownego. Wynikały one z pewnością z pełnego oddania się woli Bożej. Jest ono z pewnością kolejnym elementem wskazującym na świętość życia Prymasa. Warto nadmienić, że był on również człowiekiem miłosierdzia, ponieważ w pełni przebaczył swoim prześladowcom. Ponadto wiele czasu poświęcał modlitwie zawierzając  w niej  Bogu wszystkie swoje sprawy.                  Należy podkreślić, że świętość znamionowała osobę Prymasa za życia, a  jego ewentualny proces beatyfikacyjny będzie tylko jej oficjalnym potwierdzeniem. Miejmy nadzieję, że stanie się to już niedługo.

Przy pisaniu artykułu korzystałam z następujących źródeł:
1.       http://www.kul.pl/zyciorys-slugi-bozego- stefana-kardynala-wyszynskiego,art_11957 .html;
2.       https://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Wys zy%C5%84ski;
3.       https://pl.aleteia.org/2017/12/12/prymas -wyszynski-5-powodow-dla-ktorych-powinie n-zostac-blogoslawionym/




sobota, 9 grudnia 2017

Recenzja filmu ,, Bóg nie umarł 2".

Od czasu do czasu w mediach poruszany jest temat rozdziału Kościoła od Państwa. Wiele środowisk w Polsce chciałoby całkowitego rozdziału na wzór francuskiego rozdziału. Inne środowiska chciałyby państwa wyznaniowego i połączyć Kościół i Państwo. Mi się żadna z tych opcji nie podoba. Najlepsze rozwiązanie jest po środku, takie jakie mamy aktualnie w naszej ojczyźnie. Czyż to nie jest piękne, że istnieje wolność sumienia i wyznania i że nie trzeba zwalniać pracowników jakiejś instytucji z powodu ich przekonań religijnych (chociaż niestety w Polsce istnieją prześladowania za wyznawanie danej religii)? Czy nie mamy szczęścia, że nasi duchowni nie są kontrolowani przez państwo na polu ich działalności religijnej? Co by się stało gdyby jednak było inaczej? Właśnie taka sytuacja pokazana jest w filmie ,,Bóg nie umarł 2", reżyserii Harolda Cronk z 2016 r.

Film opowiada historię pewnej nauczycielki, która jest głęboko wierzącą chrześcijanką. Pewnego dnia jedna z uczennic pyta ją o Jezusa, na co nauczycielka odpowiada jej słowami Pisma Świętego. Konsekwencje tej odpowiedzi są tragiczne, szkoła zwiesza ją w prawach nauczyciela, a następnie ateistyczni rodzice dziewczyny, która zadała pytanie o Jezusa pozywają kobietę, twierdząc że narzucała ich córce swoje poglądy religijne w miejscu publicznym, gdzie nie można tego czynić. Od tamtego momentu pozwana przechodzi koszmar, jednak pomimo ciężkich chwil i obawy utraty całego majątku, nie opuszcza Jezusa i nie przeprasza za wyrażenie swoich przekonań religijnych.

W filmie obsada aktorska była bardzo dobrze dobrana. Aktorzy grali na wysokim poziomie. Akcja była niestety trochę za powolna, ale może dzięki temu ,,Bóg nie umarł 2" stał się bardzo refleksyjnym utworem. Świetnym zabiegiem reżyserskim było przeplatanie scen związanych z głównym wątkiem, historiami różnych ludzi, które na koniec filmu połączyły się w jedną całość. Koniec filmu mnie nie zaskoczył, ale podobał mi się. Najpiękniejszymi scenami w dramacie były nawrócenia dwóch osób, które wychowywały się w ateistycznych rodzinach. Zachwyciła mnie scena pokazująca wielkie rzesze modlących się ludzi na koncercie. Ten fragment filmu udowodnił wielką siłę modlitwy (modlitwy przezwyciężającej sytuacje beznadziejne).

,,Bóg nie umarł 2" wywołuje, w trakcie jego oglądania, tak wiele emocji - od zachwytu po złość i smutek, że na pewno jeszcze długo będzie w mojej pamięci. Myślę, że film powinno się obejrzeć i wyrobić na jego temat własne zdanie. Polecam go i dla osób niewierzących oraz ludzi innych wyznań niż chrześcijaństwo (sytuacja pokazana w filmie, gdyby zdarzyła się naprawdę to rzutowałaby na wszystkie wyznania). Najważniesze przesłaniem filmu to stwierdzenie, że wyznawania religii nie można ograniczać do kościoła, ono jest naszą częścią i mamy prawo swoje poglądy wyrażać w każdym miejscu. Nasze przekonania są częścią naszej osobowości, więc w każdym miejscu będą zauważalne. Pamiętajmy o tym i nigdy nie prześladujmy nikogo z powodu jego religii.

wtorek, 21 listopada 2017

Jak zostać świętym? - recenzja filmu ,, Dwie Korony”.

Niedawno na ekranach kin mieliśmy okazję oglądać dokument fabularyzowany o życiu i męczeństwie jednego z największych świętych XX wieku- Św. Maksymiliana Marii Kolbego.
Tytuł filmu ,,Dwie Korony” nawiązuje do pewnego znamiennego wydarzenia, które ponoć miało miejsce w życiu przyszłego świętego. Gdy Maksymilian był małym chłopcem ukazała mu się Matka Boża, pokazując dwie korony. Jedna symbolizowała czystość, druga męczeństwo. Chłopiec miał wybrać. Wybrał obie.
,,Dwie Korony’’, łączy w sobie dwa wymiary : dokumentalny i fabularny. Pierwszy z nich ma walor edukacyjny. Drugi natomiast zawiera wiele ciekawostek o osobie, życiu i działalności świętego przez co film jest w stanie zainteresować widza.
Reżyserem filmowej historii życia świętego jest Michał Kondrat występujący zresztą w części dokumentalnej filmu. Muzykę do filmu skomponował m.in. Robert Janson. Warto dodać, że premiera ekranizacji życia Św. Maksymiliana odbyła się w maju tego roku podczas targów filmowych organizowanych w ramach festiwalu w Cannes.
W warstwie fabularnej filmu pojawiło wiele gwiazd polskiego kina. W roli głównej wystąpił Adam Woronowicz. Na uwagę zasługują również drugoplanowe role aktorskie Cezarego Pazury, Macieja Musiała, Antoniego Pawlickigo, Pawła Deląga, Artura Barcisia, Dominiki Figurskiej, Sławomira Orzechowskiego i Mateusza Pawłowskiego.
Film ukazuje Św. Maksymiliana jako człowieka o niezwykłej pewności siebie, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, a zarazem pokornego i w pełni oddanego Bogu i ludziom. I właśnie dzięki połączeniu tych dwóch, wydawać być się mogło przeciwstawnych cech Maksymilian realizował wszystkie wyznaczone sobie cele. Warto wspomnieć, że w ich urzeczywistnianiu nie kierował się jedynie prywatnymi pobudkami, ale miał na względzie dobro innych ludzi, chcąc ich jeszcze bardziej przybliżyć do Boga i Niepokalanej, którym zawierzył całe swoje życie.
I tak oto, ten skromny zakonnik założył w Niepokalanowie zakon dla 800 braci, tworząc tym samym największy męski klasztor na świecie. Poza tym był twórcą pisma Rycerz Niepokalanej, które wydawał w liczbie 60 mln egzemplarzy rocznie. Postanowił je także publikować w Japonii, pomimo tego, że nie miał pieniędzy na jego nakład nie znając  dodatkowo języka tego kraju. Tworzył również projekty pojazdów kosmicznych.
Nie sposób także nie wspomnieć tutaj o dobrze znanym większości z nas, akcie dobrowolnego oddania życia za współwięźnia Franciszka Gajowniczka, będącego w grupie 10 więźniów skazanych na śmierć, za ucieczkę z obozu jednego z nich. Wcześniej jednak Św. Maksymilian potrafił zmienić ponurą umieralnię obozową w Auschwitz niemalże w kaplicę.
Niewątpliwie biografia Św. Maksymiliana Kolbe pełna jest pięknych i wręcz nieprawdopodobnych zdarzeń. Wiele jest w niej również nawiązań do historii naszego kraju. W części dokumentalnej filmu poznajemy miejsca, w których działał święty – Polska, Włochy, Japonia, oraz słyszymy liczne historie opowiadane przez publicystów, czy świadków poszczególnych wydarzeń.
Pomimo, że niektórym krytykom film wydał się zbyt pompatyczny i nieciekawy, to jednak został on bardzo dobrze przyjęty przez większą część publiczności zgromadzonej w kinach.
Zawiera on również wiele wątków humorystycznych, które nadają osobie świętego i jego dziełu ludzki wymiar, chociaż w filmie nie brakuje też scen, w których w oku może zakręcić się łezka.
Film ukazuje nam również doskonałą receptę na świętość. Stanowi ją połączenie determinacji w działaniu z pokorą, które to ideały uosabiał w życiu Św. Maksymilian. Przykład Jego życia powinien być więc dla nas drogowskazem w naszym dążeniu ku świętości.
,,Dwie Korony” jest więc filmem wartym uwagi. Mogę zagwarantować, że czas poświęcony na jego obejrzenie nie będzie stracony.

Przy pisaniu artykułu korzystałam z następujących źródeł:
1. http://niezalezna.pl/205846-quotdwie-koronyquot-od-dzis-w-kinach-recenzja,
2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Maksymilian_Maria_Kolbe,

sobota, 4 listopada 2017

Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.


Witam! Niedawno obchodziliśmy ważne dla nas chrześcijan- katolików dni, a mianowicie Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. W związku z tym, oto kilka słów o tych świętach.

Uroczystość Wszystkich Świętych obchodzona jest przez Kościół Katolicki corocznie dnia 1 listopada. W tym dniu wspominamy wszystkich tych, którzy swoim życiem osiągnęli niebo i cieszą się już chwałą zbawionych. Mogą to być zarówno ci, których Kościół wyniósł  na ołtarze oraz ci, o których świętości oficjalnie się nie wspomina. Do pierwszej grupy należą osoby znane nam z obrazów, figur, hagiografii, których imion przyzywamy w modlitwach.  W drugiej znajdują się ci, znani raczej węższemu gronu osób. Może to być więc każdy, którego spotykaliśmy na naszej drodze życia a więc jeden z członków rodziny, przyjaciółka, sąsiadka, koleżanka z pracy…. Wspomniane osoby żyły na pewno w rożnych czasach i w różnych okolicznościach. Pomimo to, łączy je jedno - głębokie zjednoczenie z Bogiem, którym przeniknięte było ich całe życie.

Wspomniana uroczystość wyraża również naszą wiarę w świętych obcowanie a także przypomina nam o powszechnym powołaniu, nas ludzi do świętości. Nawiązuje również do prawdy o naszej wspólnocie ze Świętymi, którzy otaczają nas opieką.

Poprzez Świętych oddajemy cześć Panu Bogu, gdyż za Ich wstawiennictwem zanosimy do Niego nasze modlitwy. Kościół czci świętych w różnym stopniu. I tak na pierwszym miejscu stawia Najświętszą Maryję Pannę, następnie świętych: Józefa i Jana Chrzciciela, dalej Apostołów, wśród których Święci Piotr i Paweł mają uprzywilejowane miejsce. Najwięcej jest świętych lokalnych, którzy odbierają szczególną cześć: w zakonie, w narodzie, w państwie czy w diecezji, gdzie wsławili się męczeństwem za wiarę lub niezwykłą cnotą.

Dzień Zaduszny treściowo związany z wyżej wymienioną Uroczystością Wszystkich Świętych obchodzony jest co roku dnia 2 listopada. Święto to, zwane też Zaduszkami dla katolików łacińskich i wielu innych chrześcijan, to dzień modlitw za wszystkich wiernych zmarłych zarówno tych nam znanych jak ich tych, zapomnianych, za których nikt się nie modli.

W doktrynie Kościoła katolickiego Dzień Zaduszny jest wyrazem naszej wiary w obcowanie świętych oraz zmartwychwstanie ciał i życie wieczne po śmierci . Wyraża również naszą wiarę w skuteczność modlitwy wstawienniczej zanoszonej przez zmarłych do Boga w naszych sprawach.

W tym dniu Kościół modli się również za dusze zmarłych przebywające w czyśćcu.  Są to dusze tych, którzy nie mogą wejść do nieba, gdyż nie spłacili jeszcze wszystkich swoich długów zaciągniętych tu na ziemi. Można im pomóc zarówno przez modlitwę jak i uzyskane i ofiarowane w tym dniu odpusty zupełne w ich intencji.

W święto Wszystkich Świętych, a także następnego dnia czyli Dzień Zaduszny wierni odwiedzają cmentarze, aby ozdobić groby swoich bliskich, przyjaciół i znajomych kwiatami i zapalić znicze. W związku z tym dni te kojarzą się dla wielu ze zniczem, z grobem bliskich osób, z cmentarzem, innym z kolei z wiązanką kwiatów, jeszcze dla innych z modlitwą i pamięcią o tych, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności.

My również korzystając jeszcze z czasu 7 – dniowej oktawy uroczystości Wszystkich Świętych ( od 1 do 8 listopada), w miarę czasu odwiedźmy przynajmniej jeden cmentarz i pomódlmy się za zmarłych. Uzyskany w ten sposób odpust zupełny ofiarujmy w ich intencji.
Warunkami uzyskania takiego odpustu są:
 stan łaski uświęcającej (jeżeli jest taka potrzeba – spowiedź sakramentalna)
- przyjęcie Komunii Świętej
- modlitwa w intencjach Ojca Świętego
- brak przywiązania do jakiegokolwiek grzechu
- pobożne nawiedzenie cmentarza i modlitwa za zmarłych.

Ważne jest również to, że o zmarłych powinniśmy pamiętać zawsze, a więc nie tylko w pierwsze dni listopada. Wyrazem tej pamięci, poza nawiedzeniem cmentarza i uprzątnięciem grobu jest nasza modlitwa zarówno osobista jak i wspólnotowa w ich intencji tych, którzy odeszli. Wspólnotowość ta wyraża się bowiem w uroczyście urządzanych pogrzebach oraz często zamawianych Mszach św. za zmarłych. Ponadto w Kościele rzymskim powszechne są Msze św. gregoriańskie (30 Mszy św. po kolei przez 30 dni).

Pamiętajmy więc o zmarłych, a na pewno zrekompensują się nam oni swoim wstawiennictwem u Boga we wszystkich naszych sprawach.

Przy pisaniu tego artykułu korzystałam z następujących źródeł:

1.https://pl.wikipedia.org/wiki/Uroczysto%C5%9B%C4%87_Wszystkich_%C5%9Awi%C4%99tych;
2.  https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaduszki;
3. http://niedziela.pl/artykul/3820/nd/Uroczystosc-Wszystkich-Swietych-i-Dzien;
4. http://dziennikparafialny.pl/2014/odpust-w-oktawie-wszystkich-swietych/;

piątek, 6 października 2017

Sługa Boży - Matt Talbot część 2.


Źródło - https://rozaniec.info/matt-talbot/

Po zerwaniu z pijaństwem Talbot całkowicie zmienił otoczenie i znalazł przyjaciół, którzy nie namawiali go do powrotu do poprzedniego trybu życia. Ustalił sobie ścisły porządek dnia, dzieląc dokładnie czas między pracę, modlitwę i czytanie, tak żeby nie mieć go na wizyty w gospodzie. Wstąpił do Trzeciego Zakonu św. Franciszka (do którego ja z Weroniką należamy, niedługo będziemy przyjęte do nowicjatu) i kilku bractw kościelnych. Jego schronieniem stało się odtąd miejsce, w którym nikomu nie przyszłoby do głowy go szukać - kościół. Tylko tam czuł się bezpieczny. Tam znalazł klucz do nowego życia z Bogiem i w Bogu. Był to klucz modlitwy, sakramentów, umartwień, pracy nad sobą. Sobotnie popołudnie i wieczór, a także całą niedzielę spędzał w kościele.

Stopniowo zaczynał się modlić i prosić Boga o pomoc w wytrwaniu na drodze do trzeźwości. Zaczął przed pracą uczestniczyć w codziennej Mszy świętej, a wieczory spędzać na klęczkach w ciemnym kącie kościoła, położonego jak najdalej od jego własnej dzielnicy. Odwiedziny te pozwoliły mu poznać nowych przyjaciół - Jezusa, Maryję i świętych oraz nabrać nowych upodobań - do samotności, modlitwy, przebywania w obecności Boga. Nie było to łatwe. Jeszcze wiele razy wracał do domu w przekonaniu, że nie zdoła przetrwać kolejnego dnia w trzeźwości. Nazajutrz jednak był znów w kościele i błagał Boga: Proszę, nie pozwól mi wrócić do dawnego życia. Zmiłuj się nade mną. Im bardziej zbliżał się do Pana Boga, tym bardziej doświadczał wewnętrznej walki. Szatan upominał się o jego duszę wlewając w serce strach i zwątpienie. Mocno ściskając w dłoni różaniec Mateusz błagał o pomoc Matkę Bożą. Z walki tej wyszedł zwycięsko. Opuścił go smutek i przerażenie, a serce wypełniło się pokojem.

Matt Talbot, pomimo bycia prawie analfabetą z wysiłkiem zaczął czytać książki historyczne, a także św. Augustyna i Teresę z Avili oraz żywoty świętych. Wielu rzeczy nie rozumiał. Wypisywał je sobie na kartkach, a potem pytał o nie zdumionych księży i znajomych.

Postanowił, że musi pokutować za pijaństwo z młodości. Pracował ciężko. Jadł i spał mało. Sypiał na gołych deskach i drewnianej poduszce, tuląc do serca figurkę Matki Bożej z Dzieciątkiem. Przykrywał się wełnianym kocem, a w czasie wielkiego zimna dodatkowo kilkoma workami. Pościł często, długo i surowo. Modlił się nocami. Wstawał przeważnie o godz. 2.00 w nocy. Codziennie odmawiał różaniec. Podczas modlitwy i czytania duchownego zawsze klęczał wyprostowany na obnażonych kolanach. Nigdy podczas modlitwy nie opierał rąk. Przed pracą szedł na godzinę piątą do kościoła, brał udział we Mszy św. i regularnie przyjmował Komunię świętą.  Żył razem z matką skromnie. Pieniądze, które mu zostawały, rozdawał biednym lub wysyłał dla misjonarzy.

Będąc murarzem, musiał codziennie o szóstej rozpoczynać pracę. Kiedy Msza św. została przeniesiona z godziny piątej na 6.15 i nie mógł już brać udziału w nabożeństwie przed rozpoczęciem pracy zrezygnował z dotychczasowego zawodu i przeniósł się do wielkiej firmy handlu drzewem T. i C. Martin. Tam rozpoczynał pracę o godzinie ósmej. Mógł więc dalej uczestniczyć w porannej Mszy św.

Pomimo surowego trybu życia w pamięci przyjaciół Matt Talbot pozostał wesołym kompanem, chętnie śmiejącym się z żartów i dobrze bawiącym się w towarzystwie.
Żył cicho i niepozornie i tak samo umarł. W niedzielę 7 czerwca 1925 roku zasłabł w drodze do kościoła. Umierającego rozgrzeszył domikanin pobliskiej parafii wezwany przez przypadkowo przechodzącą kobietę. Ciało przewieziono do szpitalnej kostnicy. Zmarłego udało się rozpoznać dopiero po czterech dniach. W kieszeni nie miał pieniędzy ani dokumentów. Kobieta, która go znalazła, zwróciła uwagę na lekko zardzewiałe dwie szpilki w kształcie krzyża przyszyte do rękawa płaszcza.

Rok później sir Joseph Glynn napisał małą broszurkę o życiu Matta Talbota. Nieoczekiwanie dziesięciotysięczny nakład sprzedano w cztery dni. W 1927 angielskie wydanie jego biografii wydrukowano w stu tysiącach egzemplarzy, a następnie przetłumaczono je na 12 języków. Wobec takiego zainteresowania, a z czasem kultu otaczającego irlandzkiego robotnika biskup Dublina, Byrne, rozpoczął w 1931 roku proces informacyjny przed beatyfikacją. Przesłuchano 28 świadków, którzy pod przysięgą potwierdzili świętość jego życia. W 1975 roku - na pięćdziesięciolecie śmierci Matta Talbota - papież Paweł VI ogłosił dekret o heroiczności jego cnót. Sługa Boży Matt Talbot jest o krok od beatyfikacji. Tym brakującym krokiem jest dekret o cudzie dokonanym za jego przyczyną. Już teraz do jego grobu pielgrzymują tłumy, nie tylko Irlandczyków. W 2006 r. w Irlandii ogłoszono go patronem mężczyzn i kobiet walczących z nałogiem alkoholizmu.

Sługa Boży Matt Talbot jest wzorem zawierzenia swojego życia Bogu. Ten skromny irlandzki robotnik uczy nas, że tylko dzięki własnemu samozaparciu połączonemu z ufnością Bogu jesteśmy wstanie pokonać nasze słabości i wszelkie przeciwności losu. Uczmy się od niego tej pokory i pracujmy nad swoim charakterem a przyniesie to nam z pewnością w odpowiednim czasie swoje owoce.

Pisząc artykuł korzystałam z następujących stron :
1. http://www.pomorska.pl/artykuly-archiwalne/art/6934499,matt-talbot-patron-alkoholikow,id,t.html;
2. http://www.duszp.trzezwosci.plock.opoka.org.pl/mat.htm;

PS. Na naszym fanpage' u pisało o nowościach. Tak, będą. Napiszemy artykuły o Franciszkańskim Zakonie Świeckim, o naszym musicalu, który za kilka miesięcy ma mieć premierę, ponadto pojawią się recenzje filmów oraz książek o świętych. Prosimy o modlitwę, abyśmy miały zapał i czas do tworzenia tego bloga. Żegnamy się zawołaniem franciszkańskim - Pokó i dobro (a odpowiada się - zawsze i wszędzie).

środa, 23 sierpnia 2017

Sługa Boży Matt Talbot- orędownik u Boga w walce z alkoholizmem - część 1.

Tak wyglądał Matt Talbot.

Witam po nieco dłuższej przerwie!
Cieszę się ,że udało mi się w końcu znaleźć motywację do napisania kolejnego artykułu na bloga. Nie było to zadanie łatwe, ale jak widzicie grunt to przełamać się i przezwyciężyć własne słabości jak zrobił to bohater dzisiejszego wpisu. O kim mowa? Chodzi o postać Matta Talbota, prostego irlandzkiego robotnika, który pokonał nałóg alkoholowy dzięki pomocy Łaski Bożej. W sposób pełny zawierzył on swoje życie Bogu, którego uwielbiał codzienną Mszą Świętą, modlitwą i licznymi umartwieniami. Nie przez przypadek więc za jego wstawiennictwem prośby do Boga zanoszą osoby zmagające się z problemem alkoholowym oraz nierzadko ich najbliżsi. Warto wspomnieć, że mamy miesiąc sierpień, w którym Kościół Katolicki w Polsce w szczególny sposób zachęca do powstrzymania się od zażywania napojów alkoholowych. W związku z powyższym, Sługę Bożego Matta Talbota uczyniłam bohaterem dzisiejszego artykułu.
Irlandzki robotnik portowy Matt Talbot urodził w 1856 roku w Dublinie, w rodzinie Charlesa i Elizabeth Talbotów jako drugie z dwanaściorga dzieci. Ojciec wprawdzie miał stałą pracę, ale większość zarobionych pieniędzy przeznaczał na alkohol. Siedmiu synów poszło w jego ślady. Specyfika rodziny Talbotów niejednokrotnie dawała się we znaki ich sąsiadom, toteż w ciągu 20 lat przeprowadzała się ona 11 razy, wyrzucana z kolejnych mieszkań. W związku z nienajlepszą atmosferą domu rodzinnego mały Matt nie był szczególnie zainteresowany nauką. W szkole spędził nie więcej niż dwa lata.

Po ukończeniu 12- tego roku życia zaczął pracę gońca w dublińskim składzie win. Skłonność do próbowania tamtejszych wyrobów skutecznie wzmacniał pracodawca, wypłacając część poborów w postaci bonów, za które można było kupić tylko alkohol. Po roku takiej pracy Matt Talbot był całkowicie uzależniony. Nie pomagały łzy i błagania matki ani kary cielesne za pijaństwo sprawiane przez ojca, który zresztą sam nie dawał synowi dobrego przykładu.
W końcu Charles zabrał syna ze składu win i znalazł mu pracę w porcie, a potem na budowie. Matt przestał wprawdzie pić wino i piwo, ale zamienił je na whisky. Nadal też codziennie się upijał. Kiedy miał pieniądze, stawiał alkohol wszystkim i wtedy nie brakowało mu przyjaciół. Gdy nie miał się za co napić był w stanie sprzedać swój skromny dobytek, z własnymi butami włącznie.
Przełom w życiu przyszłego Sługi Bożego nastąpił pewnego sobotniego poranka 1884 roku. Wtedy to 28-letni Matt, bez grosza przy duszy, stał przed wejściem do pubu. Był pewien, że któryś z kompanów postawi mu alkohol. Ale koledzy mijali go ze zdawkowym "dzień dobry" i nawet nie mieli ochoty go częstować. Kiedy Talbot wreszcie poprosił jednego z nich o wsparcie, w odpowiedzi usłyszał: "Ty świnio!". Po raz pierwszy od bardzo dawna wrócił do domu milczący, przygnębiony i... trzeźwy. Zdumionej matce obiecał, że złoży ślub abstynencji. Ucieszyła się, ale mu nie dowierzała. Poradziła, by ślubował trzeźwość dopiero wtedy, gdy będzie w stanie dotrzymać przyrzeczenia. Po namyśle Matt poszedł do kościoła św. Krzyża i po raz pierwszy od lat się wyspowiadał, a potem na ręce miejscowego księdza złożył przyrzeczenie, że przez trzy miesiące nie weźmie alkoholu do ust.
O tych pierwszych miesiącach Matt Talbot mówił potem, że łatwiej wskrzesić umarłego, niż przestać pić, będąc alkoholikiem, toteż jego życie po nawróceniu nie było pozbawione pokus. Pewnego dnia bowiem przechodził obok gospody i nie zdołał się opanować. Wszedł do środka. Wyjął pieniądze i już miał zakupić alkohol. Zdziwił się, że nie zna nikogo z obecnych w barze. Ta chwila zastanowienia wystarczyła, by wyszedł z powrotem na ulicę. Wracał wprawdzie jeszcze dwa razy, ale wódki nie kupił. Na wszelki wypadek resztę dnia spędził w kościele. Tam na pewno nie było okazji, żeby się napić. Od tego dnia aż do śmierci, wychodząc na ulicę, nie zabierał ze sobą ani grosza, żeby nie mieć za co kupić alkoholu.
Kiedy uświadomił sobie, że sam nie da rady, zaczął szukać pomocy u Boga. Codziennie chodził do kościoła na mszę św. i bardzo dużo się modlił. Jego stałą modlitwą stał się różaniec. Do rękawa płaszcza przyszył sobie na widocznym miejscu dwie skrzyżowane szpilki, żeby mu przypominały o jego postanowieniu i o tym, że Pan Jezus cierpiał za niego i umarł na krzyżu. Po pierwszych trzech miesiącach bez picia przyrzekł abstynencję na kolejne trzy miesiące, potem na rok, a wreszcie zobowiązał się nie pić do końca życia. Dotrzymał słowa. Był abstynentem przez 41 lat.


Św. Siostra Faustyna Kowalska – Orędowniczka Miłosierdzia Bożego

 Witam ! W związku z minioną niedzielą, która była Niedzielą Miłosierdzia Bożego kilka słów o patronce tego dnia i wielkiej Orędownic...